"sposób" na przyrodę, wymysł nie mózgu, ale raczej mięśni.
Stefan Żeromski Wskroś bladoniebieskiego przestworu płynęły białe obłoki, przeniknięte od blasku słońca. Na najwyższych, krzyżowych spławach świerków stopniały lód zamieniał się na olbrzymie krople, które w ciemnej
o życiu na pochyłości urwiska góry, w szumie.gałęzi, w poświstach zielonych igieł, gdy huczą trąby górskiego wiatru... - To nasza droga, nasza biała, szczęśliwa droga... - szepnęła Helena. - Tam
Cytat
strzelał z procy do domowników. Tam wywiercił dziurę w ścianie domu, tyłem odwróconego do ulicy, ażeby przez otwór przypatrywać się "żonom" milionera muzułmanina, chodzącym po bezdrzewnym ogródku
samym sobą, usiłował zbliżyć się do przyrody, odzyskać spokój, harmonię wewnętrzną ducha, poczucie siły i odwagi, wynalazłszy te żelazne ogniwa, jakie człowieka zespalają z przyrodą. Żadnych jednak
Cytat
Było w tym starym klekocie nawet coś pięknego, gdy się tak, w dobie aeroplanów i telegrafów bez drutu, obywał bez żelaza, posiłkując się według prastarego obyczaju kamieniem jeno i drzewem. Jego
wysmukłych nóg, łasiły się na obraz dzikich zwierząt, które by ugłaskał widok piękności. Wiatr halny mącił las, jak mistral mąci Liguryjskie Morze. Ciskał weń z nagła wybuchający pocisk burzy. Kiedy