- W każdym razie nie więcej nad sto rubli. Pan Polichnowicz wpadł w
Stefan Żeromski ucichł i dawał się słyszeć tylko huk podniebny i trzask łamiących się gałęzi. Na czarnym tle nocy majaczyły osypane śniegiem drzewa. Prędzej jechać nie było można, drożyna bowiem leśna, zawalona
wiosennych. Na drogach, w głębi parku, w dalekiej przestrzeni rozściełała się przed oczyma starca rozbita pustka, w którą młot śmiertelnych przeczuć uderzał i wszystką rozkosz życia, jak próchno
Cytat
panuje prawie każdego dnia, nie sposób nim wprost oddychać. Jeśli pan nadto zważy, że często rozwiesza się tu także bieliznę do suszenia - nie można tego lokatorom zupełnie odmówić - to nie zdziwi
ciosem z dołu huknął karczmarza w brodę z taką siłą, że ten odleciał aż pod szynkwas. Potem wstał i zbliżył się do Cedry. Stanął w świetle okna i rzekł: - Czy też mię poznasz, koleżko Krzysiu? Cedro
Cytat
list skończył i dołączył do niego raport Turny, goniec był już gotów. Generał wyszedł do niego, sam obejrzał konia i broń. Za chwilę ułan z kopyta ruszył w drogę. Ciemno jeszcze było na dworze, mgła
Jana Dąbrowskiego, i że on sam jednemu z eszelonów tego podjazdu winien jest swoje ocalenie. Po odepchnięciu natarcia Prusaków od Starogardu i Pelplina przez tydzień trwały mało znaczące utarczki