byleby ktoś obcy, jakiś człowiek nieznany, byleby nie ten parobek w
Stefan Żeromski sobie wzajem kilka słów, słów-pieszczot, słów-uściśnień. Konie parskały na równym, wyschłym gościńcu. Obłok kurzawy wstawał spod ich kopyt, otaczał wasąg i podróżnych. Noc była księżycowa, widna.
przeobfitej niegdyś stajni musiał ruszyć w świat, to znaczy w szarą i ciemną głębinę popowstaniowej biedy - stał się z pana ubogim człowiekiem, trudem rąk na kawałek chleba zarabiającym w obczyźnie.
Cytat
sennowładztwa tej wody - jakby za tym miejscem tęsknił latami. "Jakimże sposobem to być może? - zadawał sobie pytanie. - Byłoż to niegdyś we śnie, już tak dawno przespanym, że zginął do cna w
znowu ze śmiechem, przy czym kilkakrotnie pogładził nerwowo ręką swój stalowosiwy, krzaczasty wąs. Ten wąs był z pewnością perfumowany, wprost kusił, aby zbliżyć się i powąchać. Gdy wszyscy siedli i
Cytat
obrzydłych myślach. Gdy tak w ich tłumie błąkał się tam i sam, trafił na jedną, która mu się od razu stała pocieszycielką: Idę sobie do wojska - i kwita! Będę sobie tęgim żołnierzem. Co mi tam. "Nie
gardło. Tak już dawno nie grał, a podobnych gór złota nie widział w życiu. Dym wyborowych tytuniów przenikał go na wskroś i otumaniał mu głowę. Jarzymski posadził go na krześle w bliskości