otwór. Naraz przerwał tę czynność i raptownie odwrócił się do
Stefan Żeromski wskutek czego stanęli i tamci; byli na skraju wielkiego, bezludnego, ozdobionego klombami placu. - Dlaczego posłano właśnie panów! - zawołał raczej, niż spytał. Panowie widocznie nie wiedzieli,
Stokłosy. Dalekie krajobrazy leśne już niebieściały pod pogodę, choć pasma najbliższe wciąż jeszcze nasycone były wilgotnym, granatowym tumanem. Cała ziemia, odziana we zboża, stała się mokra i
Cytat
przedstawię... - rzekł do Cezarego swym najniższym basem towarzysz pani Kościenieckiej. - Jestem Barwicki. - Baryka. - Z uszanowaniem patrzę na prawdziwych żołnierzy... - mówił z oczyma
szybko. W ciągu tych dwu dni twarz Rafała osunęła się, a oczy pełgały niezdrowym połyskiem. Z godziny na godzinę zwiększała się jego namiętna, rozszalała miłość, żądza, przesycona poczuciem utraty.
Cytat
kamiennego ogrodzenia pracowitego Tatara jasnym się różem wyróżniało w tym strasznym bezdrzewnym kraju, i mówił z cicha do matki: - Patrz, samotne drzewko brzoskwiniowe! - Zrywał najwcześniejsze
wkroczeniu do Warszawy owi nie znani tu jeszcze bolszewicy. Jedni z tych panów przewidywali, iż wszystko będzie dobrze, ułoży się, da się zrobić. Nie takie rzeczy dawały się zrobić, da się zrobić i