ostatnią i dlatego może tak wielką i gwałtowną namiętność starości,
Stefan Żeromski człowiek zgłosił się do tego mieszkania, gospodarza nie zastał. Ale właścicielka pensjonatu, od której dygnitarz skarbowy odnajmywał salon, uprzedzona z góry, poprosiła petenta do środka,
mgnienie oka: stojący sam jeden zostanie poza krzesłami! Cóż wtedy? Krew mu uderzyła do głowy... Zostać między lokajstwem... Czyż z powrotem wracać do swej kryjówki? Głowa mu pękała z rozpaczy: nie
Cytat
Rozumiesz? Milczę. Lecz ty - bij się w piersi! - Milczże ksiądz zupełnie! - Boże, bądź miłościw!... Na stopniach ganku stał Hipolit. Łamał ręce i tłukł głową o słup ganku. Właśnie w tej chwili
odpowiedzialnej... - dorzuciła z przejęciem. - Tak, tak.... - rzekł Hipolit. - A jednak może pani będzie łaskawa pokazać nam ten słoik czy flakon, z którego nasza krewna nalewała sok, na którego
Cytat
na wykłady i do prosektorium, wracając z lekcji czy z miasta, Baryka musiał przemierzać dzielnicę zamieszkaną przez Żydów. Byli oni co prawda rozproszeni we wszystkich okolicach Warszawy, lecz w tej
swoim własnym profesorem, że jeśli teraz głosu owego nie zrozumie, nie pochwyci go w duszę swoją, to już nigdy, przenigdy nie odezwie się do niego ta mowa... Jechał dalej a dalej, dziwiąc się samemu