odrębną społeczność, byliśmy cennym zbożem, rosnącym na pocie tłumu jak
Stefan Żeromski Wiatr przewiewał. Mnóstwo oczu patrzyło z ciekawością na młodego przybysza. On poczuł się w tym tłumie zbiedzonych, udręczonych od niespania i głodowych niewywczasów, wśród rozczochranych kobiet,
krzyczą, że spać nie można. - Tak, słyszeliśmy o tym przybyciu wojska idąc do pałacu... - rzekł Cedro z ukłonem. - I nie odwodzi to waćpanów od ryzykownego przedsięwzięcia? - Nie, ani odrobiny!
Cytat
rękę. - Nie przypuszczałbym, że tak to sobie wezmę do serca - rzekł K. nagle znużony, widząc bezwartościowość wszystkich przytakiwań tej kobiety. W drzwiach zapytał jeszcze: - Panna Bürstner
i ujrzał obok siebie długie oblicze z włosami i wąsiskami zwieszającymi się z niego jak z buńczuka. - Jesteś asan, jak słyszę, bratem onego, Panie mu ta świeć, filozofa z Wygnanki, Olbromskiego. - A
Cytat
Konradowi Czarnockiemu w przyjaznym upominku ofiaruje ten utwór autor Nie chodzi tutaj - u kaduka! - o herb ani o szeregi przodków podgolonych, z sarmackimi wąsami i przy karabelach - ani
Dobranoc, brygadierze! - jęknął kapłan zapadając gdzieś głęboko. Panna Karolina i Cezary zostali sami w pustej i ciemnej sieni. Przez chwilę młoda gospodyni tych miejsc szukała z pośpiechem świecy