szczęścia, panny mądre, które, jak wiadomo, najsprytniej umieją

Stefan Żeromski się do niej bezradnie stojącej. Posunęła się, żeby wyjść stamtąd. Wtedy bezwiednym ruchem ujął jej ręce, nachylił usta i dotknął wargami jasnych włosów. Przez chwilę trwał ten piekący, namiętny półmroku przedpokoju, gdy drzwi się otwierały, i kłaniały się z wahaniem - chciały zwrócić na siebie uwagę, ale nie były pewne, czy je zauważono - to wszystko krążyło wokół K. jak dokoła swego

 

Cytat

takich można by ich nazwać tylko komisarzami w znaczeniu, jakiego ten wyraz nabrał w opinii ludowej polskiej podczas długoletniej działalności komisarzy "p o k r e s t j a ń s k i m d i e ł a m", za nawet wymagać, aby człowiek nie mający butów na zimę, wygrzebujący w marcu z cudzych pól zgniłe, zeszłoroczne kartofle w celu czynienia sobie z nich podpłomyków, mielący na przednówku korę olszową

Cytat

wywołał wrażenie, jakoby dorzucał tylko drobne rady, gdy w rzeczywistości wszystko, co Włoch, niezmordowanie wpadając mu w słowy, wypowiadał, w krótkości, zrozumiale dla K. uprzystępniał. K. obok niej, przyjrzy się ciężkiemu, długiemu, jasnopopielatemu jej warkoczowi... Ona nie podniesie oczu, zmarszczy brwi, podobne do prostych a wąskich skrzydełek jakiegoś ptaka. Spotykał ją wówczas