nurzając w zaspach, jakby je żelaznym kadłubem roztrącał i
Stefan Żeromski męża. Na tej ławeczce ktoś siedział. Cezary zawahał się. Tamten podniósł zwieszoną głowę. Był to ksiądz Anastazy. W rewerendzie' i kaszkiecie niebieskawym, jakie noszą wiejscy chłopcy w tamtych
w sobie, wrósł w siodło i stanął jak wryty. Bratek pochrapywał nozdrzami i strzygł uszyma. Daleka muzyka kopyt końskich po mokrej, miękkiej ziemi głucho, głucho przepływała polami. Oczy oficerów,
Cytat
stary zakonnik, kapelan u Świętej Katarzyny, w czasie podniesienia dźwigał na wysokość oczu ciężką złotą monstrancję i wśród błękitnych dymów kadzidła patrzał w ciżbę ciasno w kościołku stłoczoną -
istniały jeszcze stare, nie odnowione, zapomniane pokoiki, saloniki, nie na pokaz, gdzie ocalały podniszczone, staromodne obicia szpalerowe i brokatele, dawne meble w guście francuskim, esowate, na
Cytat
od wiosennego, przedwieczornego czadu. - Oto jeszcze jeden ranny... - wyszeptał jakiś głos we drzwiach pokoju. Rafał dźwignął ciężką głowę i skierował oczy w to miejsce. We drzwiach stał książę
Gintułt schwycił generała za rękę, za ramię... Błagał go z krzykiem: - Patrz! Święci się cała... Rozległ się pierwszy strzał. - Wstrzymaj rozkaz, generale! Zbierz wszystkie siły, uderz na tę