- Nadzwyczajny dom - mówił do siebie zaciekawiony do żywego
Stefan Żeromski ponad szarzejący mur-czarny, strzelisty kształt wonnego cyprysa. Bliżej nikło bielały przerywając nieugiętość mroku krzaki różane. Żarzyły się w ciemnych wnękach czarnej nocy, jakoby światła
wymienić nawet swego nazwiska. Jako odmawiającego wszelkich zeznań, według nowej procedury austriackiej z roku 1803, karano go ciężkim więzieniem za samo milczenie. Nie mógł przecież inaczej.
Cytat
z najszczerszymi drwinami do potężnego jeźdźca, który mógłby pospołu ze swą astmą mury forteczne łamać. - Dziękuję, dziękuję... - bełkotał tamten ściskając co prędzej wyciągniętą prawicę. - A czy
dotąd, jak gdyby sprzeczkę toczono w języku, którego wcale nie rozumiał, i z wyrazem absolutnej obojętności badał swe paznokcie. - Kapitan Le Gras? - rzekł generał, potężnym aktem woli tłumiąc w
Cytat
oczy, które bym kochała aż do śmierci za dziewiczość moją? Czy masz włosy, które się śnią uśpione i w nocy i w zamyśleniu chodzącej we dnie? Potworny jesteś i obmierzły w twojej mądrości i dobroci,
wysłaniec pludrów! Tędy nikt me przejdzie! Wolimy zginąć w bitwie z karabinem w garści, wolimy iść do bitwy! Nie chodźmy tędy! Nie pójdziemy! - Labruyere, Le Gras i inni oficerowie patrzyli z pode