otwór. Naraz przerwał tę czynność i raptownie odwrócił się do
Stefan Żeromski zdołamy dotrzeć do jezior, już Austriacy, ukryci za skałami mogą wystrzelać połowę naszej kolumny, idącej dwójkami? - Tak myślę... - A czy przez szkła widziałeś ścieżkę, od jezior prowadzącą na
wykrętów, wołał: - Józefie K.! K. stanął jak wryty i patrzał przed siebie na ziemię. Na razie był jeszcze wolny, mógł iść dalej i wymknąć się przez jedne z trzech małych drzwi drewnianych,
Cytat
z ich wierzchołków strącał już głazy, które tylko mógł udźwignąć. Ale o tym wiedział jakby przez sen. Szukał teraz ludzi. Ludzi! Wbijać w ich piersi ostry sztylet, miażdżyć ich głowy jesionową
nie dajta się! - Wbijali się w szeregi najeżone skrwawionymi bagnetami, rzucali się na lufy ociekające krwią. Krótko trwało ich męstwo. Za chwilę musieli ustąpić. Żolnierz austriacki szedł na nich z
Cytat
nikogo. Całe miejsce spało w pustce i ciszy. Ani jednego człowieka... Dziwnie bolesny żal tknął jeźdźca... Koń jego leciał po stratowanej, dziurawej od kopyt roli, do kolan zapadając w glinę. Na
z niewymownem utęsknieniem wyglądając słońca. Ustawiono żołnierzy, o ile to było możliwe, w szyku bojowym na osypisku - i jeszcze wyczekiwano. Wojsko pragnęło bitwy z głodu, zimna i wściekłości.