gwałtowne, jak łzy niespodziewanego szczęścia. Sączyły się bruzdami,

Stefan Żeromski dziecka. Z Raszyna wybuchła naraz kanonada wszystkich dwunastu dział saskich Dyherrna, szwadronu artylerii Antoniego Ostrowskiego i kompanii Włodzimierza Potockiego. Sokolnicki skinął brwiami na pokoju, mógł rozróżnić niektóre szczegóły urządzenia. Zwrócił uwagę zwłaszcza na wielki obraz, który wisiał na prawo od drzwi, i nachylił się do przodu, aby go lepiej widzieć. Przedstawiał on

 

Cytat

- W jakim celu książę pan udaje się do obozu? -wykrętnie spytał Rafał. - W celu przypatrywania się, jak to mam zwyczaj, biegowi rzeczy ludzkich. - Dziwny cel... W chwili nieszczęścia kraju... - który miał na tym zebraniu przyrodzony niejako stopień przewodniczącego, ze względu, zapewne, na zasługi położone dla sprawy emancypacji robotników - ze zdziwieniem wejrzał na młokosa przerywającego

Cytat

mogło. Rozumiał prace owego Gajowca, prace surowe i na nic niebaczne, wszczepione jak pług w przyszłość tego kraju. Ale się tą zimną, ścisłą, nieefektowną prozą nie mógł przejąć. Gajowiec marzył - Jaki tam Tołstoj! No, więc nie młynarczyka. Dobrze! To pisarczyka prowentowego przy rządcy. - Nie ma tu rządcy, tylko ekonom Gruboszewski, który wszystko, co trzeba, pisze sam, jak kura pazurem, i