przeczuwając, że na zawsze. Do końca będę nasłuchiwał, wyczekiwał
Stefan Żeromski Kaminer, z którego śmiać się zabraniało niestety ludzkie miłosierdzie. Tej wiosny zwykł był K. spędzać wieczory w ten sposób, że po pracy, jeśli to jeszcze było możliwe - siedział w biurze
odezwała się w nim jak głos surowy, mówiąc w głębi ducha, że nie wiadomo, co w owej chwili odchodzący czyni, nie wiadomo, czy nie żegna się z polami, z pracą swą, czy się nie modli... Odstąpili tedy
Cytat
nachylony, by móc wszystko słyszeć. - Jeszcze chwilkę! - zawołał K. wstrzymując Leni i potrząsnął niecierpliwie ręką, która wciąż jeszcze leżała na ręce kupca. - On chciał, bym mu
Ujrzeli oczyma żywych ludzi w tych murach żywych. Ujrzeli zimnych, spokojnych kanonierów, ładujących strzał nowy. Tamci nie uszli przed lecącym tłumem. Z milczącą, bladą, nieustraszoną pogardą
Cytat
marsza. Tu i owdzie w oknach zapalało się światło. Przerażone białe figury snuły się i biegały za wybitymi szybami... Dopiero połowa ulicy została w ten sposób oporządzona, gdy naraz z głębi
litość. Białe, równe, okrągłe pędy, poprzedzielane obrączkami kolan, rosły tu w kępach odosobnione od reszty roślin, jak cudzoziemcy wyrzuceni na niegościnny ląd. Był to biały bambus. A dalej o