zrudziałymi szopami, nasuwał kaszkiet na oczy i ćmiąc niekosztowne
Stefan Żeromski do drzwi biblioteki. Nastąpiły pożegnalne szepty i kontrszepty. Wreszcie narzeczony wyszedł do przedpokoju i na ganek. Wnet dał się słyszeć turkot odjeżdżającego pojazdu. Pani Laura wróciła do holu
moich rąk. Sam go do składu poniosłeś. Prawda? - Być może, iż poniosłem. Dużo pakunków noszę do składu. Być może, iż napisałem i przylepiłem numer. Dużo numerów piszę i przylepiam. Takie moje
Cytat
kilkadziesiąt czy kilkaset stuleci. Kto go tam wie!... - I cóż ten doktór? - Ten doktór Baryka sprowadził sobie morzem z Ameryki przez Gdańsk jakąś ogromną i cudaczną maszynę, która za jednym
nigdy nie widział Rosji, nie znał ani Moskwy, ani żadnej tam Tuły, a jednak był poinformowany o sprawach rosyjskich, jakby tam właśnie spędził całe życie. Wszystko to z książek, pism i pisemek.
Cytat
dnie znajdował tajemnicę... Z daleka przylatywały wspomnienia. Wchodziła do serca jej wesołość tak szczera jak blask słoneczny, minki w czasie tańców na kuligu, udające obojętność lub zamarsowanie i
Włoszczowy! Ktoś z drugiej izby wołał: - Zdrowia piją, a o Sieradzanach zapomnieli. Sieradzan zdrowie!... Oni pierwsi stanęli jak jeden człowiek. Z każdych dwudziestu dymów, rachując w czambuł